Kontakty z dzieckiem

Wszyscy wiemy, że są niezbędne i wydawać by się mogło, że prawda ta jest powszechnie przyjęta i respektowana. Praktyka jednak zmierza czasem w kierunku powiedzenia:„ prawda  niech sobie będzie prawdą ale sprawiedliwość musi być po mojej stronie” – czyli zabronię kontaktu i każdy pretekst jest dobry: niedyspozycja dziecka, choroba, zmiana planów itp.. To podejście jest znane szczególnie ojcom – chociaż nie tyko, którzy dochodzą realizacji swojego prawa, a także obowiązku wobec dziecka w przypadku konfliktu z jego matką. Doświadczyli tego stanu także liczni dziadkowie, którzy nie bacząc na to co wyprawiają dorosłe dzieci chcą mieć kontakt z wnukami. Ogólnie – wobec kontaktów wytworzyła się otoczka niemocy  realizacji, szczególnie w sądowym ich dochodzeniu. Z badań przeprowadzonych przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości wynika, że w Polsce kontakty na tle porównawczym z innymi państwami są dobrze realizowane ale stanowią problem społeczny. Myślę, że  w wielu przypadkach  problem ten jest wyolbrzymiany zarówno przez matki jak i ojców i nie wynika z prawnych trudności, nie wynika z żadnej niechęci sędziów rodzinnych do ojców ani z żadnej teorii spiskowej, której zwyczajnie nie ma. Problem wynika generalnie z emocjonalnej nieumiejętności zaakceptowania przez rodziców nowej sytuacji w życiu spowodowanej rozpadem dotychczasowego związku /rozwód, separacja/, z niechęci do zmian. Oczywiście nie oznacza to, że pochwalam rozkład związku ale jeżeli już to nastąpiło to trzeba dojrzeć do nowej sytuacji i zmienić odpowiednio swoje nastawienie do drugiego rodzica. Pomijam tu sytuacje, które rzeczywiście wymagają sądowego zakazu osobistej styczności z dzieckiem, bo tylko taki zakaz ma moc wyeliminowania kontaktów i jest w sumie rzadko orzekany przez sąd.

Trzeba przyjąć do wiadomości, że rodzic, który nie ma orzeczonego zakazu styczności z dzieckiem ma prawo i obowiązek do kontaktów z nim, a dziecko ma też prawo i obowiązek do kontaktu z rodzicem pomimo, że nie jest już w związku z drugim rodzicem. Prawo do kontaktów to prawo osobiste, niezależne od władzy rodzicielskiej i konsekwencje jego bezpodstawnego ograniczania są groźne dla wszystkich. Dzieci tracą chęci do nauki, wagarują, matki ze łzami w oczach mówią na sali sądowej, że ojciec całkowicie przestał się interesować dzieckiem, a ojciec, że walczył, walczył , zabiegał, a teraz to niech ona /matka/ sama sobie radzi. W obecnym stanie prawnym można ojcu nakazać kontakty, a nawet wydać nakaz zapłaty za ich nierealizowanie ale nie ma potrzeby doprowadzać do takiej skrajnej sytuacji, w której tak na dobrą sprawę wszyscy są pokonani. Strony mają duże możliwości doprowadzenia swoich emocji do stanu równowagi – są mediacje, ośrodki psychologiczne, różnego rodzaju terapie rodzinne, grupy samopomocowego wsparcia i nie trzeba wytaczać od razu wielkich armat przeciwko sobie tylko pójść po przysłowiowy rozum do głowy i ochłonąć. Przyjąć, że najbardziej znienawidzony przez nas rodzic ma prawo do kontaktów ze swoim dzieckiem, a mało tego, kontakty te leżą w interesie nas wszystkich. Rozbita rodzina jest już wystarczająco osamotniona i poraniona aby jeszcze dokładać obciążenia emocjonalne z powodu oczywistej potrzeby wzajemnych relacji mimo dokonanej zmiany. Częstym motorem napięć są teściowie, którzy kibicują swojemu dziecku w jego dążeniach do kontaktów i robią to z niskich pobudek, bo nie lubili zięcia bądź synowej i sami nie byli przez nich lubiani. Przychodzi taki wiek w życiu każdego człowieka, który już zobowiązuje do mądrości nawet tych najbardziej zapalonych w waśniach rodzinnych.

Reasumując: prawo umożliwia dochodzenie prawa do kontaktów ale jak będą one przebiegały w dużej mierze zależy to od samych zainteresowanych, którzy ryzykują poniesieniem kosztów, narażeniem na szwank reputacji władzy rodzicielskiej, odebraniem dziecka porwanego bądź uprowadzonego. Zalecane jest też sądowe ustalenie miejsca pobytu dziecka w przypadku konfliktu pomiędzy jego rodzicami szczególnie w tak popularnych obecnie związkach partnerskich. I jeszcze taka uwaga, żeby przestać obarczać winną innych za niepomyślny stan rzeczy i odpowiedzieć sobie na pytanie – „Dlaczego mnie się to przydarza?”, bo jak wiadomo, nie ma skutków bez przyczyny. Można to „przegadać” także z terapeutą, przyjacielem, kimś rozsądniejszym od nas w tym momencie. Można także przyjść do nas.

Rodzicielstwo, na które składają się również kontakty, jest zbyt poważnym zadaniem w życiu, aby pozwolić sobie na niekontrolowany upust emocji, na zniszczenie więzi, które są przecież pomostem pomiędzy przeszłością, poprzednimi pokoleniami, a przyszłością, przyszłymi pokoleniami, istotą życia rodzinnego. To od rodzicielstwa zaczyna się rodzina i byt nas wszystkich. Mamy wielki niż demograficzny więc uszanujmy to co mamy.

Alicja Teresa Woźniak